To nie jest łatwe. Czasami jest bardzo, bardzo ciężko.
Uśmiech w takich chwilach nie ma nic wspólnego z radością. To nie ten z reklam. To nie ten „wszystko będzie dobrze”.
To uśmiech, który mówi: „jeszcze stoję, jeszcze idę, jeszcze daję radę”. Są dni, kiedy wszystko drażni – kolejka do lekarza ciągnie się w nieskończoność, zapach szpitala ściska w gardle, obcy ludzie patrzą: czasem ze współczuciem, czasem z ciekawością, a czasem wcale. A ty stoisz. Z wózkiem, z torbą, z myślami, które krzyczą głośniej niż świat dookoła. I wtedy uśmiechasz się. Nie dlatego, że jest dobrze, tylko dlatego, że obok ciebie są twoje córki i że każda chwila razem jest ważna – w sklepie, w drodze do lekarza, w poczekalni, gdzie czas się zatrzymuje. Staram się być tu i teraz, na tyle, na ile mogę. Czasem tylko na chwilę, czasem z drżącymi rękami.
Mia jest bardzo dzielna. Patrzę na nią i uczę się odwagi od dziecka. Mia się boi – lekarza, igieł, pobierania krwi. Płacze, czasem bardzo. Ale idzie. Bo wie, że musi. Bo bardzo chciałaby być zdrowa. Bo marzy o tym, żeby chodzić do przedszkola jak inne dzieci. I kiedy patrzę, jak małe rączki zaciskają się ze strachu, myślę, że to nie ona jest dzielna „jak na dziecko”. To my, dorośli, często jesteśmy za mali na takie emocje.
Uśmiech nie zawsze oznacza siłę. Czasem oznacza zmęczenie, czasem bezsilność, czasem tylko decyzję, że dziś nie dam się rozsypać przy ludziach. Uśmiecham się, bo moje córki muszą widzieć, że świat – mimo wszystko – nie jest tylko strachem i szpitalami. Że mama jest obok, że trzyma za rękę, że jest bezpiecznie, nawet jeśli w środku wszystko drży. Jeśli czytasz to i myślisz: „ja też się uśmiecham, choć ledwo stoję” – to wiedz, że nie jesteś sama. Ten uśmiech nie musi być idealny, nie musi być codziennie, nie musi nikogo przekonywać. Wystarczy, że jest prawdziwy. A jeśli dziś go nie masz – to też jest w porządku. 🤍
Dodaj komentarz
Komentarze