Od kilku dni jest mnie tu mniej.

Nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia. Właśnie mam aż za dużo. Tylko brakuje siły, żeby to ubrać w słowa.

Mia ma okropną infekcję. Taką, która dla zdrowego dziecka byłaby pewnie tygodniem marudzenia i syropu malinowego. U nas każda infekcja to alarm w głowie. Bo przy chemii jej odporność jest jak cienka, przezroczysta szyba. Wystarczy mały kamyk i wszystko się sypie.

Noce są najgorsze.

Leżę obok niej i słucham. Ten kaszel jest tak intensywny, tak głęboki, że aż boli mnie serce. Naprawdę fizycznie boli. Każdy atak sprawia, że podnoszę się na łokciu, sprawdzam, czy oddycha spokojnie, czy nie trzeba znów mierzyć temperatury. Zbijam gorączkę, podaję wodę, poprawiam poduszkę.

Mamusiu, wody…

Wstaję.

Mamusiu, daj mi rączkę do szczypania…

Podaję jej dłoń. Zaciska swoje małe palce i szczypie, kiedy kaszel ją dusi. To jej sposób na przetrwanie. Mój to oddychać razem z nią. W myślach powtarzać: jeszcze chwila, jeszcze trochę, dasz radę, córeczko.

Nie śpię prawie wcale. Czasami tylko przymknę oczy na kilka minut i budzę się w panice, że coś przegapiłam. W nocy myśli są głośniejsze. Pytania też. Dlaczego znowu? Dlaczego tak mocno? Czy jej organizm da radę?

Przy chemii każda infekcja jest ciężka. Zwykły katar potrafi zamienić się w kilkudniową walkę o każdy spokojny oddech. Patrzę na nią, taka malutka, taka dzielna. Zmęczona. Jej oczy są inne, kiedy choruje. Bardziej poważne. Jakby za dużo już wiedziały.

A ja robię wszystko, co mogę. Leki na czas. Temperatura pod kontrolą. Oklepywanie plecków. Ciepłe herbatki. Przytulenie. Moja obecność, choć czasem czuję się tak strasznie bezsilna.

Wiecie, co jest najtrudniejsze? To poczucie, że oddałabym wszystko, żeby to przejąć na siebie. Ten kaszel. Tę gorączkę. To osłabienie. Wszystko.

Patrzę na nią i marzę tylko o jednym, żeby znowu zobaczyć jej szeroki uśmiech. Ten prawdziwy, z dołeczkami. Żeby znów powiedziała: Mamusiu, pobawimy się? zamiast Mamusiu, boli…

Jeśli też teraz czuwasz przy łóżku swojego dziecka, jeśli liczysz oddechy i minuty do kolejnej dawki leku, chcę Ci powiedzieć, że nie jesteś sama. Ta noc kiedyś się skończy. Ta infekcja minie. Organizm naszych dzieci jest silniejszy, niż nam się czasem wydaje.

A my? My też jesteśmy silniejsze, niż myślimy.

Dziś w nocy znów będę czuwać. Z kubkiem wody, termometrem i moją dłonią gotową do szczypania. I będę wierzyć. Że jutro będzie choć odrobinę lżej.

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.